Hanna Muszyńska-Hoffmannowa - Panny z kamienicy "Pod Fortuną"

wtorek, 29 kwietnia 2014

Pierwsze wydanie Panien z kamienicy "Pod Fortuną" jest datowane na 1965 roku. Nie jest to więc nic nowego, jednak nie słyszałam o tej książce wcześniej i nikt mi jej nie zachwalał... Mimo to sięgnęłam po powieść z przyjemnością i nadzieją na dobrą lekturę. Czasami mam wrażenie, że ludzie patrzą tylko na nowości i bestsellery a zapominają o innych książkach. Ostatnio obiecałam sobie, że odkurzę trochę staroci, Panny z kamienicy "Pod Fortuną" akurat do nich należą, zatem... Zamówiłam, przeczytałam. Czy się zawiodłam? Nie do końca...
 
Powieść Hanny Muszyńskiej-Hoffmannowej jest napisana w formie pamiętnika. Kunegunda - sierota przygarnięta przez Jana Baptystę Czempińskiego - będąc już staruszką, spisała całe swoje życie oraz losy trzech pokoleń panien z kamienicy "Pod Fortuną". Życie Jana Baptysty, jego żony i sześciu córek, później wnucząt i prawnucząt (tych najbliższych sercu Kunegundy) jest na tyle obrazowo ukazane, że z powodzeniem można wczuć się w ich historię i przeżywać z nimi ich radości i porażki. Były chwile, że gubiłam się w opisie kto jest kim. Wszystkie tytuły, imiona, nazwiska, zdrobnienia - bohaterów w powieści było bardzo dużo i trzeba się naprawdę skupić na lekturze, by się zorientować w treści.
 
Powieść obejmuje odległe czasy przełomu XVIII i XIX wieku, w przeważającej części akcja rozgrywa się  w Warszawie. Na szczęście Kundzia nie opisuje tylko zmieniającej się mody, ale zwraca też uwagę na inne wydarzenia rozgrywające się w mieście oraz w polskiej i światowej polityce. Całość opisana oczywiście ówczesnym językiem, przyznaję, że bez przypisów momentami ciężko byłoby mi zrozumieć słowa głównej bohaterki. Niestety nie przy każdym francuskim zwrocie było objaśnienie i - nawet jeśli się powtarzały - ciężko było odszukiwać poprzednie wyjaśnienie. Z przyjemnością czytałam wymienione w Pannach nazwy ulic czy lokali w Warszawie, niektóre kojarzyłam i aż sama się do siebie uśmiechałam porównując ówczesny obrazem miasta do tego obecnego.
 
Kunegunda wbrew pozorom miała wiele szczęścia w życiu, osierocona w młodym wieku została przygarnięta przez rodzinę Czempińskich i traktowana jak córka. Miała wprawdzie swoje obowiązki, jednak nikt z domowników nigdy nie traktował ją gorzej. W pewnym momencie miałam nawet wrażenie, że przesadzają i robią krzywdę Kundzi. Jan Baptysta nie zgodził się na ślub swojej podopiecznej z osobą niższego stanu zapominając, że Kunegunda tak naprawdę nie należy do jego rodziny więc raczej nie doszłoby do mariażu. Koniec końców dziewczyna patrzyła jak wszystkie panny Czempińskie są wydawane za mąż, ona sama również miała nadzieje na ślub, jednak mężczyzna, w którym się zakochała ostatecznie wybrał jej młodszą przybraną siostrę. Wiele odwagi i charakteru pokazała Kundzia zgadzając się nadzorować dom swojej rywalki i niedoszłego męża. Trwała przy nich do końca, wychowywała dzieci, nie skarżyła się na swój los, choć czasami, między wierszami, można było wyczytać jej żal.
 
Trochę mnie śmieszyło, trochę przerażało, pokazane w powieści nastawienie do małżeństwa. Dziewczynki czternasto-, piętnastoletnie były wydawane za mąż a dziewiętnastolatki uznawano za stare panny. Ja w tym wieku chodziłam grzecznie do technikum i nawet nie myślałam o ślubie... Ba! Nawet by mi do głowy nie przyszło, że moja mama mogłaby sama wybrać mi męża i różnymi podchodami zmusić go do oświadczyn. Same podchody są zabawne i z rozbawieniem czytałam jak każda z panien po kolei była wydawana za mąż. Nie zawsze były to szczęśliwe małżeństwa, rzadko zdarzał się związek z miłości, mężczyźni przeważnie byli starsi o dziesięć i więcej lat a największą wagę przykładano do majętności, statusu i zachowania kandydata do ożenku.
 
Sporą część pamiętnika Kundzia poświęciła Klementynie z Tańskich Hoffmanowej, wnuczce Jana Baptysty. Kunegunda praktycznie wychowała dziewczynkę, towarzyszyła jej przez długie lata i wspierała w karierze pisarskiej aż do jej zamążpójścia i emigracji. Dzieła Klementyny możemy odnaleźć w bibliotece, choćby słynny Dziennik Franciszki Krasińskiej. Niezwykłe było, iż w tamtych czasach kobieta mogła sama się utrzymać z pisania i była tak niezależna. Zwróciłam również uwagę na wiek zawarcia małżeństwa kobiety - trzydzieści dwa lata - najwidoczniej z czasem i to uległo zmianie. 

Panny z kamienicy "Pod Fortuną" wprowadzają nas w zupełnie inny świat, mamy swoją osobistą podróż w czasie. Jeśli chcecie poczuć się niczym panna z XIX wieku, poznać niuanse wydawania córek za mąż i - przede wszystkim - poznać Kunegundę - zapraszam do lektury.

1 komentarze:

Ewa K pisze...

Powieści opowiadającej historię z ubiegłych stuleci dawno już nie miałam w swych rękach. Dziękuję za podsunięcie mi tego tytułu. Może w jakiejś bibliotece zdołam go odszukać. ;)

Prześlij komentarz