Konrad Czerski - Donikąd

poniedziałek, 26 maja 2014

Donikąd jest debiutem Konrada Czerskiego. Podchodziłam do powieści z dużą dozą rezerwy, okładka mnie jakoś nie zachęciła do lektury (tak, wiem, nie ocenia się książek po okładce), opis na tylnej okładce wprawdzie bardzo delikatnie rozbudził u mnie zainteresowanie, ale mimo to dzieło Czerskiego wylądowało na ostatnim miejscu mojej listy czytelniczej. Jakie było moje zaskoczenie, gdy wreszcie wzięłam się do czytania! Cóż mogę powiedzieć? Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina...
 
Nigdy nie przepadałam za powieściami egzystencjalnymi, zawsze mnie nudziły i nigdy nie byłam w stanie żadnej skończyć. Poza tym problematyka istnienia nigdy mnie szczególnie nie pociągała, ot, miałam ją na studiach, zakułam, zdałam, zapomniałam. Jak się później okazało, wielki slogan okazał się tylko sloganem, egzystencjalizm może gdzieś tam był, ale kompletnie nie zwracałam na niego uwagi. Powieść czytało się szybko, płynnie i przyjemnie.
 
Głównym bohaterem Donikąd jest Bruno Werner, dwudziestoośmiolatek, który nigdy w swoim życiu nie miał do czynienia z pracą zarobkową. Młodsze dziecko bogatych rodziców nigdy nie zaznało trosk życia codziennego, nawet po ich śmierci zostawił prowadzenie firmy bratu a sam żył z zostawionego mu spadku. Monotonię życia codziennego wypełniał pisaniem wierszy, marzeniami o własnej książce i podróżami. Po przeprowadzce do Wrocławia postanawia wreszcie napisać własną powieść. Pomysł od kilku miesięcy jest tylko, jak się okazuje, jego spisanie nie jest już tak proste. Przez cały ten czas Bruna męczy jego zła strona - Kaduk, nakłania go do robienia czegoś, czego normalnie nigdy by nie zrobił. Z marazmu wyciąga go dopiero znalezienie dziwnej książki, o której nikt nigdy nie słyszał. Poszukiwania informacji o autorze "Donikąd" stają się od tego momentu celem jego życia. Przez większą część powieści Bruno zachwyca się swoim znaleziskiem, książka wydaje się zwyczajna jednak Werner przypisuje jej nadnaturalne cechy. Chwilami śmiałam się sama do siebie, że mężczyzna zaczyna świrować z nudy, zazdrościłam mu możliwości obijania się i spełniania marzeń, ale gdy każdy kolejny dzień jest podobny do poprzednie to już nie przywilej a przekleństwo. Nie mogłabym tak, przez pierwsze tygodnie może, jednak nie przez całe życie.
 
Równocześnie do przeżyć młodego Wernera, Konrad Czerski przybliża nam losy Sophie Kavan. Młoda kobieta mieszka w Nowym Jorku, w wyniku wypadku z dzieciństwa niedosłyszy i rzadko też mówi, jest głęboko religijna i na pierwszy rzut oka każdy widzi w niej dobroć. Przez większą część życia mieszkała tylko z ojcem, matka Sophie wyszła z domu, gdy córka miała cztery lata i od tej pory nikt o niej nie słyszał. Oboje ciężko to przeżyli, ale starali się jakoś sobie radzić. Przez swoją niepełnosprawność dziewczyna nie mogła znaleźć pracy aż nie trafiła na ogłoszenie pewnej starszej pani. Przez jakiś czas Sophie opiekowała się staruszką, dopóki ta nie zmarła, później podjęła pracę w wydawnictwie. Początkowo nie widzimy związku między Sophie a Brunem, dopiero końcowe strony powieści splatają ich losy. Trochę mnie rozczarowało ich spotkanie, nie przez przewidywalność, ale ckliwość. Jedno spojrzenie, "rozmowa" i nagle wielka miłość... Do tego powiązanie Sophii z tajemniczą książką było dość naciągane...
 
"Jestem człowiek znikąd, który zmierza donikąd" - to zdanie wielokrotnie pojawia się w powieści a jej zakończenie daje nam powód do zastanowienia, czy Bruno faktycznie istniał czy był jedynie wytworem czyjejś wyobraźni? Wielokrotnie zastanawiałam się dokąd zmierza główny bohater, czy tak bardzo zaplącze się w poszukiwaniach autora tajemniczej książki, że zapomni o własnym życiu? Czy będzie wiecznie żył jak utracjusz, czy jednak uda mu się coś osiągnąć? Co z jego powieścią? Co się stanie, gdy straci cały majątek? Książka skłania do myślenia, jednak jej zakończenie rozwiązuje część niewiadomych.
 
Nie wiem czego spodziewałam się po powieści Czerskiego, jakiś odpowiedzi na pytania egzystencjonalne? Głębszych prawd? Sama nie jestem pewna... Ostatecznie nie otrzymałam chyba nic poza całkiem niezłą powieścią, momentami groteskową, z ckliwym zakończeniem, ale - mimo wszystko - niezłą. Jeśli ktoś szuka czegoś więcej, jeśli połasi się na opis wydawcy, to się zawiedzie. Nie od dzisiaj wiadomo, że tego typu notki to jedynie chwyt marketingowy, w przypadku Donikąd tak niestety jest.

Donikąd to powieść, która odbiega od tego, co współcześnie oferuje nam polski rynek wydawniczy. Ja byłam nią zachwycona, naprawdę bardzo mi się podobało i - jak nigdy - egzemplarz zasili moją skromną domową biblioteczkę. Niektórzy porównują prozę Czerskiego do Murakamiego, przyznaję, że coś w tym jest i jeśli ktoś lubi tego autora to powinien, choćby z ciekawości, sięgnąć po Donikąd.

1 komentarze:

Krystian Ka pisze...

Ciekawa recenzja, jak będzie okazja - przeczytam tę książkę. Z twórczością Czerskiego i MURAKAMIEGO nie jestem obeznany, ale powiedzmy, że znam klimat, w którym oscylują. Na pewno będzie to coś ciekawego i być może duchowego? :)

Prześlij komentarz