Ewa Formella - Płacz wilka

sobota, 5 lipca 2014

To miał być mój pierwszy raz z Ewą Formelli - znaczy się z jej twórczością. Opis Płaczu wilka nastroił mnie optymistycznie, poza tym miałam wielką ochotę na tego typu powieść więc tym bardziej się ucieszyłam, że będę miała okazję złapać ją w swoje ręce. Niestety, pewne czynniki stanęły na przeszkodzie i czekałam, czekałam i doczekać się nie mogłam na egzemplarz dlatego w przypływie desperacji sięgnęłam po ebooka. Kto mnie zna, ten wie, że nie lubię czytać pdfów, bardziej cenię sobie format mobi czy epub, ale nie było wyboru - albo tak, albo czekaj sobie dalej... Zaczęłam zatem czytać i już po pierwszej stronie ciężko mi się było oderwać od książki. Cóż, biorąc pod uwagę moją niechęć do pdfów to chyba o czymś świadczy?

Hania to zwyczajna dziewczyna, studiuje, wynajmuje pokój u starszej pani, jest grzeczna i sympatyczna. Już od pierwszych stron czytelnik zaczyna darzyć ją sympatią. Wychowywana tylko przez matkę przez całe życie tęskniła za ojcem. Od początku słyszała, że on nie żyje i nie ma nawet kogo szukać więc nie próbowała, jednak w głębi duszy tęsknota została... Aż pewnego dnia przyszedł do niej list - okazało się, że tata zmarł, owszem, ale nie przed laty a przed kilkoma dniami i zostawił jej w spadku dom na wsi - "Dom Wschodzącego Słońca". Niestety, jak to zwykle bywa, spadek miał swoje minusy - w tym przypadku drugiego współspadkobiercę, którym był jej przyrodni brat Marcel, oraz niespodziewanych mieszkańców domu, którzy jednak z czasem stali się Hani bliscy niczym rodzina.

Stary. ale zadbany budynek stał wśród otaczających go drzew, które już zaczęły przybierać wiosenne szaty. Przyznała w duchu, że nie tego się spodziewała, jej wyobraźnia namalowała zupełnie inny obraz. Dom, który zobaczyła był drewniany, zbudowany został na podmurówce z cegły i pomalowany szarą farbą. Pokryty był rzeźbami ażurowymi z drewna, których pozostało chyba już niewiele. Rzeźby miały kolory jasno brązowy i rudawy. Dach pokryty był ocynkowaną blachą, pomalowaną na brązowo."

"Dom Wschodzącego Słońca" jest przystanią dla wszystkich rozbitków jakich napotkał na swojej drodze Andrzej - ojciec Hani. Niemal wszyscy mieszkańcy byli po przejściach, mając za sobą ciężkie przeżycia bądź będąc akurat w trudnej sytuacji życiowej, z wdzięcznością przyjęli ofertę zamieszkania w starym wiejskim domu. Po śmierci Andrzeja sielanka się skończyła, wszyscy zadawali sobie pytanie co się dalej stanie i co z nimi będzie. Czytając ich historie można się wzruszyć. Każdego z nich spotkało inne nieszczęście. Goldstar, podstarzała gwiazda, została oszukana przez swojego menedżera i narzeczonego, z dnia na dzień straciła wszystko a kariera odeszła w zapomnienie; Marta przez wiele lat była fizycznie i psychicznie maltretowana przez swojego męża; Zuzanna i Błażej walcząc o swoją miłość i szczęście zostali sami, odrzuceni przez rodzinę; Piotr, artysta, ogarnął się dopiero dzięki Andrzejowi; Nina i synowie, oszukana piękna Ukrainka, miała w Polsce zyskać nową szansę na życie a "dostała" pracę w burdelu; Wiktor, bez względu na wszystko zawsze stał murem za swoim przyjacielem, Andrzejem. Można powiedzieć, że każda z tych osób pochodziła z innego świata a mimo to świetnie się ze sobą dogadywali i to, co ich łączyło, mogła pozazdrościć niejedna rodzina. To właśnie zastała Hania, grono kochających się ludzi bojących się o swój dalszy los.

Czytając o pierwszym spotkaniu dziewczyny z mieszkańcami "Domu Wschodzącego Słońca" miałam wrażenie, że została postawiona pod ścianą. Jaki miała wybór mając niewiele ponad dwadzieścia lat i gołębie serce? Wiedziałam, że zrobi wszystko, by nowi znajomi mogli dalej mieszkać w domu. Dalsza część historii - otrzymanie od matki pieniędzy, jakie przez lata przesyłał Hani ojciec i pojawienie się przyrodniego brata chcącego sprzedać posiadłość - była strasznie przewidywalna. Nie trzeba być jasnowidzem, żeby domyślić się zakończenia powieści. Nie wiem jednak czy można to uznać za minus powieści, w końcu cała historia jest wręcz surrealistyczna - no bo kto zna człowieka zbierającego po okolicznych dworcach/burdelach/parkach bezdomnych i proponującego im kąt u siebie? Do tego żadna z tych osób nie okazała się oszustem i złodziejem, przeciwnie - to byli dobrzy ludzie, którym po prostu nie wyszło. Dla mnie była to wręcz bajka - ale taka dla dorosłych. Naprawdę przyjemnie się czytało powieść Ewy Formelli i nawet jeśli czasami miałam ochotę powiedzieć "no, bez jaj" to czytałam dalej, są dni, że i ja mam ochotę na ckliwą historię z happy endem.

W jednej chwili poczuła radość i smutek. Dwa uczucia, które działały na siebie antagonistycznie. Szczęście, które narastało w świadomości, że jednak ojciec kochał ją, że był, pamiętał o niej do końca, rywalizowało z żalem, że nigdy go nie pozna, nie zobaczy, nie przytuli."

Hania nie spełniła swojego marzenia, nie poznała ojca tak, jak mogłaby tego pragnąć, jednak dzięki mieszkańcom "Domu Wschodzącego Słońca" czegoś się o nim dowiedziała. Widziała go ich oczami i w pewien sposób nieznany mężczyzna stał się jej bliski. Żal, że nigdy się do niej nie odezwał zniknął, gdy dowiedziała o listach, próbach kontaktu, o "podglądaniu" jej życia. Dziewczyna długo nie mogła zrozumieć dlaczego człowiek, który przyjmuje pod swój dach obcych ludzi, nie chce znać swoich dzieci. Później wszystko zrozumiała, wam zostawiam tę zagadkę do samodzielnego rozwiązania. Zresztą - jeśli jesteście ciekawi skąd w tytule powieści wilk to nie macie wyboru - ja wam tego nie napiszę więc zostaje tylko lektura książki.

Płacz wilka to przede wszystkim opowieść o ludziach, o ich problemach, rozterkach, taki mały obyczajowy przekrój wzruszający i trzymający w napięciu. Jeśli macie ochotę na bajkę dla dorosłych o Hani, domu w lesie i jego mieszkańcach - wiecie co robić.

Za książkę dziękuję organizatorom akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają oraz Autorce.

2 komentarze:

Ewa Formella pisze...

Dziękuję za piękną recenzję, lubię pisać takie książki-bajki, bo uważam, że na świecie dzieje się tyle złego, że czasami można pomarzyć. Mam nadzieję, że uda się przeczytać inną z moich "bajek". Sama czasami sięgam do takich książek, chociaż tak naprawdę uwielbiam kryminały (których niestety nie potrafię pisać). Jeszcze raz dziękuję :)

Scoto pisze...

Mam wielką nadzieję, że uda mi się przeczytać "Lawendę" :), nie ma za co dziękować, to raczej ja dziękuję za egzemplarz "Płaczu wilka". :)

Prześlij komentarz