Mateusz Kudrański - Co wylądowało w lesie Rendlesham

sobota, 5 lipca 2014

Wakacje niezmiennie kojarzą mi się ze słońcem, plażą, wodą i dobrą powieścią przygodową. Tak naprawdę, mając naście lat, w lipcu i w sierpniu tak często i szybko przechodziłam z jednej książki do drugiej, skacząc z gatunku literackiego na gatunek, że ciężko było się określić co konkretnie czytam. Mimo to cały czas pamiętam, że w tych okresach przodowała literatura przygodowa... Przynajmniej przez pierwsze lata mojej czytelniczej przygody, później - wiadomo - zainteresowania się zawęziły a gusta zmieniły. Sympatia jednak została a Mateusz Kudrański przypomniał mi stare czasy.

Wyobraźcie sobie - początek lata, ogródek, wygodna ławka, słońce, ja, sok w szklance i książka. Ideał! Nic nie było mnie w stanie oderwać od Co wylądowało w lesie Rendlesham, momentami miałam wrażenie, że przeniosłam się w czasie, znów mam naście lat i nic nie muszę robić poza dowiedzeniem się co się stanie w następnym rozdziale. Przewracałam jedną stronę za drugą, od czasu do czasu parskałam śmiechem, dziwiłam się, cały czas chciałam więcej i więcej... Dałam się całkowicie porwać. Tak, ja, stara baba, zaczytałam się w powieści na nastolatków.

Mgła rozpłynęła się po okolicy niczym rozlane ciepłe mleko. Drzewo, tak jak ich liście, zatrzymały się w kompletnym bezruchu, sprawiając wrażenie zamrożonych w otaczającym ich białym dymie. Ciemnoszary gęsty obłok zakrył korony drzew. Las zdawał się zatrzymać w czasie. Żadnego śpiewu ptaków, powiewu wiatru czy szumu strumyka - kompletna cisz, przerywana jedynie odgłosem marszu grupki nastolatków."

Co wylądowało w lesie Rendlesham jest debiutem Mateusza Kudrańskiego, o rok starszego ode mnie grafika urodzonego w piątek trzynastego. Jako, że mam sentyment do tego dnia to już z miejsca polubiłam autora. Po przeczytaniu krótkiej notki o nim na lubimyczytac.pl jeszcze bardziej przypadł mi do gustu, ale!, żeby nie było, że jestem stronnicza i dlatego zachwycam się nad jego powieścią, zaznaczam, że najpierw najpierw była powieść, później notka biograficzna. A zresztą - co ma piernik do wiatraka?

Akcja Co wylądowało w lesie Rendlesham rozgrywa się w Anglii, w roku 1981. Od pierwszego akapitu poznajemy dwie rywalizujące ze sobą grupy nastolatków, do pierwszej zaliczają się bracia polskiego pochodzenia, Jersey (Jerzy) i Ice'a (Icek) oraz Boogie i Maggie; do drugiej należą miejscowi - BB, Piguła, Red i Andy. Konflikt między nimi potęguje dodatkowo zakończony kilka miesięcy wcześniej związek Maggie i BB. Ogromnych plusem są wykreowane postaci, ostatnio często trafiałam na bohaterów mocno nierealnych, sztucznych i płaskich. Mateusz Kudrański stanął jednak na wysokości zadania, w powieści odnajdujemy nie tylko na wymienionych wcześniej nastolatków - mających odmienne charaktery, różne przywary i będących jak najbardziej "żywi" - ale i żołnierzy, naukowców oraz dobre i złe charaktery. Z pewnością każdy znajdzie w tej grupie swojego ulubieńca, ja swojego miałam, a właściwie parę - Pigułę i Sierżanta J.

Leżące na jego nosie owalne okulary okazały się tak naprawdę wielkimi, błyszczącymi, mrugającymi czarnymi oczami. Wiedział już wtedy, że ktokolwiek lub cokolwiek przed nimi stało, nie był to człowiek."

Nie będę sobą jeśli nie napiszę co mi się nie podobało, tym razem będzie to wątek miłosny, czyli trójkąt Jersey-Maggie-BB, drugi wątek między Ickiem a Andy aż tak mnie nie drażnił, chyba był mniej nachalny... Oczywiście zdaję sobie sprawę, że książka powinna przyciągnąć nie tylko męską, ale i żeńską część czytelników, jednak... Chyba w dalszym ciągu jestem typową chłopczycą bo przy każdej ckliwej scenie miałam ochotę przerzucić stronę bez czytania. Ale to moja opinia, ktoś inny może stwierdzić, że to plus.

Przejdźmy do meritum - co wylądowało w lesie Rendlesham. Pewnie większość z Was pomyśli, że ufo, zielone ludki, kosmici... Jak zwał, tak zwał. Napiszę tylko - może... Z pewnością znajdziecie z powieści dziwne kręgi w zbożu, latające talerze, różne paranormalne zjawiska, ale czy to do końca ufoludki? Sami się przekonajcie czytając powieść. Mnie z pewnością zaskoczyło rozwiązanie zagadki, do tego bardzo pozytywnie, autor miał naprawdę ciekawy pomysł i świetnie wszystko opisał. Co ciekawe - wszystko rozegrało w ciągu jednego dnia choć jej bohaterowie mieli inne wrażenie. Świat zatrzymał się w miejscu oprócz kilku osób - jak, dlaczego i czym była spowodowana ta przerwa w czasie? Pisząc krótko - zemstą, więcej nie mogę zdradzić, nawet nie chcę, dlaczego miałabym Was pozbawiać radości z lektury?

Przechodząc obok tych wszystkich ludzi i zwierząt zatrzymanych w miejscu, czuli się bardzo dziwnie. Czuli się obserwowani. Mieli nieodparte wrażenie, że ktoś na nich ciągle patrzy. Ale nie byli pewni, czy to zastani ludzie czy może ktoś inny. Przerażało ich to."

Podsumowując - świetnie zarysowane postaci, ciekawa i zaskakująca fabuła cały czas trzymająca w napięciu, do tego bardzo ładnie wydana książka w twardej oprawie z interesującymi ilustracjami - jak dla mnie to wystarczy by się zainteresować powieścią. Trochę zdziwił mnie brak wyjustowania, jestem przyzwyczajona, że jednak tekst wygląda trochę inaczej i początkowo dziwnie mi się czytało. Na szczęście szybko się przyzwyczaiłam, ale gdyby ktoś mi wyjaśnił ten ewenement nie miałabym nic przeciwko.

Co wylądowało w lesie Rendlesham to świetny debiut, większość początkujących autorów mogłaby o takim pomarzyć. Cieszę się, że książka trafiła w moje ręce i mam nadzieję, że Mateusz Kudrański szybko wyda coś nowego. Ja z pewnością będę czekała - a Wy?

Za książkę dziękuję organizatorom akcji Polacy nie gęsi i swoich autorów mają oraz Autorowi.

2 komentarze:

Krystian Ka pisze...

Z ciekawości przy okazji przeczytam :)

mam namyszy pisze...

Na pewno przeczytam :) Zapraszam do mnie www.cienwlasnychmysli.blogspot.com :)

Prześlij komentarz